7 kwi 2013

2.The longer I stand here the louder the silence is, so I talk to the shadows hoping that you might be listening.





Sofia

Jest godzina osiemnasta wieczorem. Jestem po dwudziestopięciogodzinnej podróży pociągiem i muszę powiedzieć, że nigdy nie byłam aż tak zmęczona. Jadę właśnie londyńską taksówką kierując się do centrum miasta. Nie wiem gdzie dziś zostanę na noc, nie wiem co będzie ze mną jutro, nie wiem nic. Tak to jest kiedy jedzie się do zupełnie nowego kraju i to w ciemno, bez jakiejkolwiek zapewnionej kwatery czy pracy. Lecz wiem tyle, że nie mogę nikogo winić, w końcu sama tego chciałam. Anglicy są naprawdę mili, ale przy okazji natrętni i lekko zboczeni. Miałam okazję się o tym przekonać na dworcu, gdy jakiś mężczyzna pomógł mi z moją ogromną walizką, przy okazji mówiąc, że ‘jeśli nie mam się gdzie podziać, chętnie się mną zaopiekuje.’ Krótko mówiąc – obrzydliwe. Dlatego nie czekając zbytnio długo grzecznie podziękowałam, żeby nie zrobić sobie większych problemów i czym prędzej zwiałam z tamtego miejsca. Teraz gawędziłam sobie z przesympatycznym taksówkarzem, który na szczęście nie ukazywał żadnych podejrzanych podtekstów w odniesieniu do mojej osoby. Mężczyzna zwrócił uwagę na mój bagaż i od razu stwierdził, że pewnie jestem tu ‘nowa’. No i miał rację. Nowa oraz zupełnie zielona i zdezorientowana w tym co mnie otacza. Śmiało stwierdził, że sobie poradzę, jeśli tylko dobrze zacznę. Tak, chciałabym dobrze zacząć, ale jak na razie zbytnio się na to nie zanosi. No bo cóż ja mogę zrobić? Biedna, zwykła polska dziewczyna, która przyjechała do tak wielkiego i wpływowego kraju by zarobić na rodzinę. W dodatku nie mająca tu zupełnie nikogo, kto mógłby mnie przytrzymać na duchu, lub w czymkolwiek pomóc. Jazda nie zajęła nam dłużej niż piętnaście minut, a już z łatwością mogłam określić nazwy różnorodnych zabytków, które mnie otaczały. Taksówkarz zatrzymał się we skazanym przeze mnie miejscu, które znajdowało się tuż niedaleko Big Bena. W rzeczywistości jest jeszcze większy i piękniejszy. Widok naprawdę zapierał dech w piersiach.
- Ile płacę ? – zapytałam bruneta pośpiesznie zaglądając do mojej małej torebki, w której trzymałam najpotrzebniejsze drobne rzeczy takie jak paszport czy portfel.
- Nic, powiedzmy, że była to drobna przysługa tak na DOBRY POCZĄTEK – jak to powiedział wcześniej. Czy to już oznaczało, że jestem pewniakiem i na pewno sobie poradzę? Wątpię.
- Naprawdę chciałabym zapłacić, głupio mi zostawić pana bez niczego – odpowiedziałam lekko się uśmiechając w stronę mężczyzny wyjmując parę banknotów ze skórzanego portfela, które zdążyłam wymienić jeszcze w polskim kantorze.
- Proszę wysiąść, pomogę Pani z bagażem –zignorował mnie po czym wysiadł z czarnego LTI.* Nie czekając dłużej poszłam w jego ślady by skierować się po chwili w stronę bagażnika, gdzie mężczyzna z trudem wyjął moją walizkę. W sumie nie dziwię się, ważyła pewnie dobre 20 kilogramów, a taksówkarz zdecydowanie był chudszy ode mnie, więc skoro mnie było ciężko, jemu na pewno jeszcze bardziej.
- Dziękuje Panu za wszystko. Jestem naprawdę mile zaskoczona, że już na wstępie zostałam tak dobrze przyjęta – odezwałam się i położyłam rękę na ramieniu niższego ode mnie bruneta
- Nie ma za co, mam nadzieję, że się Pani ułoży. Oby ten początek okazał się naprawdę dobrym – odpowiedział uśmiechając się lekko w moją stronę. Po chwili odwrócił się na pięcie, wsiadł do pojazdu i nie czekając dłużej odjechał zostawiając mnie samą. Zdezorientowaną, zmęczoną, zupełnie nie wiedzącą co dalej. Rzeczywiście świetny początek.

*

Harry

Otworzyłem mozolnie duże zielone oczy, by ujrzeć siedzącego przy moim biurku Louisa, który kombinował coś na laptopie. Musiałem usnąć kiedy przyszliśmy z porannej próby. Nie miałem ochoty zupełnie na nic. Gdybym mógłbym przespać całe swoje życie zapewne bym się na to zgodził. Zresztą co się dziwić, skoro ostatnie czasy wszyscy chodzimy lekko zmęczeni i podenerwowani. Mamy ogromną ilość koncertów, a to tylko w samym Londynie. Nie wiem co będzie kiedy przyjdzie czas na resztę kraju lub Europy czy pozostałych kontynentów. Oczywiście kochałem to robić, bez wątpienia jestem wdzięczny losowi, że jestem w zespole, bowiem mój świat zmienił się od tego czasu nie do poznania. Co najważniejsze, poznałem czterech chłopaków, którzy już na zawsze będą częścią mojego życia na zawsze. Denerwowało mnie tylko ciągłe obserwowanie ze strony menadżera i całej wytwórni, z którą mamy podpisaną umowę na kolejne trzy lata. Oczywiście nie możemy jakoś wyjątkowo narzekać, lecz gdy słyszę o jakiś przekrętach lub wrabianiu naszych fanów, dzięki którym tak naprawdę istniejemy, aż wszystko się we mnie gotuję. Nikt z nas tego nie rozumie. Dostajemy upomnienia gdy ktoś zrobi nam zdjęcia z przypadkowymi dziewczynami, bo w końcu to niedorzeczne, żeby chłopaki z One Direction spotykali się z normalnymi ludźmi, nie mających zupełnie nic wspólnego ze światem show biznesu. Zresztą sam zdążyłem się o tym ostatnio przekonać kiedy poszedłem z Liam’em i Niall’em na imprezę do ‘Secret’ i nawiązałem znajomość z tajemniczą brunetką. W sumie nie pamiętam zbyt dużo z tego wypadu. Wiem tyle, że podeszła do mnie i nawet chyba była moją fanką, trochę się po obściskiwaliśmy, a następnie pojechałem z nią do jej domu, a później już chyba wiadomo co się działo. Rano zostawiłem ją jeszcze śpiącą i pewnie nieświadomą tego, że gdy się obudzi, już więcej nie zobaczy swojego idealnego gwiazdora na oczy. Choć w sumie i tak cieszył bym się na jej miejscu. W końcu która z naszych fanek nie dałaby wszystkiego, żeby któryś z nas ją przeleciał? No właśnie, żadna. Dlatego tak bardzo lubię być Harry’m Styles’em. Czasami naprawdę czytam wiele bzdur na mój temat na przykład to, że po koncercie biorę do pokoju hotelowego kilka dziewczyn, a następnie calutką noc odprawiam z nimi wielkie orgie. Często śmiać mi się chcę, bo to już naprawdę niemała przesada, ale staram się na to zbytnio nie zwracać uwagi, bowiem ten kto mnie zna, wie, że to marne bzdury. Wiadomo, że lubię zaszaleć, i to nawet często, ale zawsze raczej wystarczy mi jedna dziewczyna. Niestety już za parę dni będę mógł zapomnieć o różnorodnych wybrykach na jakiś czas, bowiem czeka mnie niewiarygodnie POWAŻNY związek z niejaką panną Swift. Nie chcę tego robić, zdecydowanie nie podoba mi się tego typu układ, ale nic na to nie poradzę.
- Harry słuchasz mnie?
- Tak, po prostu zamyśliłem się, co mówiłeś? – zapytałem otrząsając się z potoku myśli kierując wzrok na szatyna
- Nic ważnego, ale wydaję mi się, że coś z tobą nie tak. Od wczoraj jesteś jakiś dziwny i zamyślony. Coś się stało ? – zapytał Tomlinson. No właśnie, w końcu znał mnie jak mało kto, wiec nie dziwię się, że to akurat on z pośród czwórki chłopaków zaczął coś podejrzewać.
- Nie. Wszystko w porządku – odpowiedziałem wstając z łóżka kierując się w stronę obszernej szafy, by po chwili zdjąć szary podkoszulek i nałożyć na siebie granatowy t-shirt.
- Wiem, że coś Cię gryzie. Przecież mnie możesz powiedzieć, jesteśmy jak bracia. – na te słowa skierowałem swój wzrok na dół przypatrując się moim białym conversom. Westchnąłem ciężko, ponieważ wiedziałem, że chłopak ma rację, a mnie potrzebna jest teraz przyjacielska rada.
- Pamiętasz jak przedwczoraj powiedziałem Ci, że Paul ma dla mnie jakąś ważną sprawę? – zapytałem siadając koło niebieskookiego na obszernym łóżku, na co on tylko przytaknął. – Pojechałem tam i dowiedziałem się o pewnym planie, który chcę wykorzystać względem mnie Paul. Chodzi o to, że podobno potrzebna jest w naszym zespole mała zmiana. Mianowicie chcą zainicjować mój nagły związek z jedną z amerykańskich gwiazdeczek, a ja niestety nie mam nic do gadania i muszę się na to zgodzić – powiedziałem jednym tchem wpatrując się tępo w jeden punkt na białej ścianie.
- Harry nie zapytam co chcesz z tym zrobić, bo zdaję sobie sprawę, że nie masz innego wyjścia jak zgodzić się na ten bezsensowny układ, zupełnie tak jak Zayn, ale wierzę, że dasz sobie radę – objął mnie przyjacielsko ramieniem i uśmiechnął lekko wywołując tym sposobem również lekki uśmiech na mojej twarzy
- Tylko co wtedy jeśli w tym śmiesznym związku będę się męczył zupełnie jak Zayn i na każdym kroku kłócił się z Taylor? – zapytałem zdezorientowany biorąc pod uwagę udawany związek Malika, który oczywiście dochodzi do skutku, lecz niestety wymaga wielu wyrzeczeń chłopaka
- Taylor? Taylor Swift? Jaja sobie robisz? – prychnął pod nosem zabierając dłoń z mojego ramienia
- Nie, a o co chodzi?
- Nie mieli już Ci kogo dać tylko tą wielką, wredną szkapę? – zapytał chichocząc pod nosem. Lekko się zdziwiłem, bo nie miałem zielonego pojęcia, że chłopak ma takie zdanie o tej dziewczynie. W końcu znał ją dokładnie tak jak ja, czyli w ogóle
- Hej, hej skąd wiesz? - zapytałem pośpiesznie
- Skąd wiem, że jest wielką szkapą? Harry przecież to widać, ona chyba jest wyższa od Ciebie i niemiłosiernie chuda – odezwał się wstając z łóżka kierując się do przeglądanego jeszcze parę chwil temu laptopa
- Stary bez przesady, mam metr osiemdziesiąt trzy nie jestem jakimś kurduplem – odparłem wywracając przy tym oczami – Poza tym chodziło mi bardziej o to skąd wiesz, że jest wredna?
- Mój kumpel przyjaźnił się z jej byłym chłopakiem, który nie mówił o niej w jakiś kolorowych barwach. Podobno to cwana bestia i zrobi wszystko, żeby zatrzymać przy sobie gościa, który jej się spodoba. Zresztą chyba czytałeś o jej bujnym życiu towarzyskim? Aż sam się dziwię, bo dziewczyna jest średnia na jeża, a i tak do niej lgną, lecz szybko uciekają tam gdzie pieprz rośnie kiedy zdają sobie sprawę w co wdepnęli – odparł przeglądając w tym momencie swoje konto na twitterze, zupełnie jakby nie był przejęty tym co mówi, natomiast ja zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy rzeczywiście będą z tego problemy
- Dobra, to tylko taka gadka, może nie jest rzeczywiście tak jak mówisz. Przyjeżdża jutro więc zobaczymy jak będzie. A może to fajna dziewczyna? Poza tym moim zdaniem jest całkiem niezła. – odezwałem się sięgając po czarną bluzę z kapturem zakładając ją na siebie. – Idę się przejść, jak coś to dzwoń – powiedziałem po chwili do chłopaka, po czym zszedłem na dół i wziąłem jeszcze ze stolika na przedpokoju klucze oraz telefon komórkowy i wyszedłem z pomieszczenia by po chwili móc zaciągnąć się londyńskim powietrzem.

*

Sofia

Usiadłam na pobliskiej ławce, która znajdowała się w bardzo hucznym centrum okolicy, ale jakoś strasznie się tym nie przejmowałam. Próbowałam się skupiłam na mapie miasta, którą kupiłam przed chwilą w jakimś pierwszym lepszym kiosku, który napotkałam na swojej drodze. Miałam zamiar poszukać jakiegoś motelu lub taniego hotelu, ale jakoś mało co potrafiłam odczytać z tej cholernej mapy. W co ja się wpakowałam!? Czy da się być jeszcze głupszym? Szczerze w to wątpię, bo tylko ja jestem tak wspaniałomyślna. Serio jestem aż tak słaba, że nie wiem co ze sobą począć? ‘Weź się w garść Zośka’ – pomyślałam, ale nie wiem czy to jakoś bardzo wpłynęło na moją psychikę lub dalsze poczynanie. Wyjęłam z małej torebki paczkę malboro, po czym chwytając jednego, złapałam go w usta by po chwili odpalić i rozkoszować się słodkim dymem, od którego byłam niestety uzależniona od śmierci taty. Smutna prawda.
Nie umiałam sobie od tego czasu poradzić, więc zaczęłam palić to gówno, choć i tak cieszę się, że nie brałam niczego mocniejszego. Co prawda zapaliłam parę razy trawkę, ale na szczęście ani trochę mnie do tego nie ciągnęło. Chociaż tyle, lecz niestety chęci poczucia dymu w płucach nie mogłam odmówić za żadne skarby. Moja mama często mnie za to tępiła. Co prawda nigdy nie paliłam przy niej i często się z tym kryłam, ale ona nie była głupia i potrafiła to wyczuć, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że sama kiedyś paliła, lecz gdy zaszła ze mną w ciążę – momentalnie przestała i do tego czasu nie zapaliła ani razu. Powtarzała tylko, żebym nie popełniała jej błędów, bo nawet nie zdaję sobie sprawy jak bardzo szkodzi to zdrowiu. Oczywiście wiem, że miała rację, ale jakoś nie potrafiłam przestać. Robiłam to dla ulgi, no i bardzo często po prostu dla zabicia nudy. Nagle na mojej oliwkowej skórze poczułam drobne kropelki wodę, który zapewne spadały z pochmurnego już nieba. No tak, przecież Londyn jest bardzo deszczowym miastem, więc kolejny plus dzisiejszego dnia. Może być jeszcze gorzej? Wstałam czym prędzej z ławki, lecz po chwili poczułam jeszcze większą ilość wody na moim ciele, bowiem, że byłam bardzo blisko drogi a na ulicach można było dostrzec spore kałuże zapewne pozostałe jeszcze po wcześniejszym deszczu – zostałam najprościej w świecie oblana w wyniku szybkiej jazdy jakiegoś pojazdu, a raczej dupka w tym pojeździe, bo jak można jechać z taką prędkością widząc ludzi na chodnikach i wielkie kałuże wody?
- Kurwa mać! – krzyknęłam otrząsając się z zimnej wody, moje ciałko momentalnie dostało gęsiej skórki w wyniku zimna jakie zaczęłam czuć
- Nie wiem po jakiemu to, ale brzmi groźnie – usłyszałam lekki aksamitny głos za swoimi plecami. Odwróciłam się szybko i dostrzegłam pewną blondwłosą dziewczynę, która patrzyła na mnie z żalem, ale również lekkim uśmiechem. Widać, że była niebywale sympatyczna.
- W takim razie jesteś całkiem dobra w nauce języków. Jestem Zosia – powiedziałam podając dziewczynie prawą rękę
- Jak ? – zapytała mrużąc przy tym oczy. W sumie polskie imiona chyba trudno są przyswajane przez Anglików, nie zastanawiałam się, że co poniektórzy mogą mieć trudność ze zrozumieniem lub wypowiedzeniem mojego imienia, choć nie należało ono do najtrudniejszych.
- Przepraszam, to po Polsku. Mów mi Sofia – wymyśliłam na biegu. Hm w sumie podoba mi się. To takie oficjalne i angielskie.
- Miło mi, nazywam się Kathrin Blake, a ty chyba jesteś tu nowa? – zapytała ściskając przy tym moją dłoń
- Aż tak widać? Jesteś trzecią osobą, która mi to mówi, nie mówiąc już o tych wszystkich ludziach, którzy patrzą na mnie z żalem – odpowiedziałam obdarowując niebieskooką dużym uśmiechem
- W sumie stwierdziłam to po akcencie, walizce i imieniu – zaśmiała się patrząc na dużą czarną torbę, która spoczywała na lekko mokrym już chodniku – A widząc po niej to chyba pojawiłaś się i nie masz na razie zamiaru uciekać?
- Coś mi się zdaję, że jeśli dalej będzie mi doskwierać tyle szczęścia jak do tej pory, to zanim się obejrzę już będę w pociągu w drodze powrotnej – prychnęłam rozglądając się po otoczeniu. Widziałam parę osób przyglądających się naszej dwójce, ale na teraźniejszą chwilę nie zwracałam zbytnio na to większej uwagi
- A gdzie mieszkasz? – skierowała w moją stronę kolejne pytanie
- Problem w tym, że przyjechałam tu w ciemno i nie mam się zbytnio gdzie podziać. Więc będę wdzięczna jeśli tylko pokażesz mi drogę do jakiegoś motelu i nie będę Ci zawracać głowy – odparłam z nadzieję, że dziewczyna mnie posłucha i spełni moją prośbę.
- To nie będzie potrzebne – odpowiedziała z zaciekawieniem, po czym chwyciła moją walizkę, obróciła się na pięcie i zaczęła iść w prawą stronę.
- Jak to ? – zapytałam podbiegając do niej bowiem była już nieduży kawałek dalej ode mnie
- Po prostu chodź za mną, a i tak na marginesie, ciężką masz tą walizkę – zaśmiała się na co zareagowałam tak samo i chwyciłam drugą część uchwytu torby by nieść ją razem z dziewczyną w miejsce, którego jeszcze nie znałam.

*

Harry

Nie mając pomysłu co ze sobą zrobić skierowałem się w stronę centrum, które znajdowało się jakieś dziesięć minut piechotą od naszego domu. Zdumiewające było to, że mieszkaliśmy w zaciszu i miejscu naprawdę spokojnym jak na Londyn, a parę przecznic dalej odbywało się życie godne chaosu i pasji. Tak dużo się tutaj działo. Czasami nie nadążałem za tym miastem. Nocny styl życia był najlepszym jaki miałem okazję dotychczas poznać. Odbywało się tu multum jakichkolwiek gal muzycznych czy filmowych, a także ogromna ilość imprez, przez co w czasie drogi co chwilę można było dostrzec inny klub czy pub, no i było to również miasto zabytku, przez co to wspaniałe miejsce posiadało wszystkie atrakcje, jakie dusza tylko mogła zapragnąć. Przechodząc niedaleko Big Bena usiadłem na ławce rozmyślając co czeka mnie w przeciągu kolejnych dni, których nadejścia lekko się bałem, oczywiście z wiadomych przyczyn. Mój wzrok mimowolnie skierował się na drugą stronę ulicy, gdzie siedziała drobna szatynka z dużą walizką przy boku. W prawdzie była dość normalna, niczym nie wyróżniająca się, ale coś sprawiało, że gdy na nią patrzyłem dało się odczuć jakąś specyficzność i wyjątkowość. Była na prawdę piękna. Długie jasnobrązowe fale opadały na ramiona szarej, skórzanej kurtki. Z tak wielkiej odległości nie było szans, żebym dostrzegł kolor jej oczu, ale widziałem, że była ona średniego wzrostu, sylwetkę miała smukłą i była jakby to powiedzieć - przestraszona? Tak, zdecydowanie obserwując ją dało się odczuć strach i niemoc. Często patrzyła w górę na zachmurzone niebo i co parę chwil zaciągała się dymem z papierosa, którego przed chwilą wyciągnęła. Nie wiem co mnie naszło, ale miałem ochotę do niej podejść i zapytać czy wszystko z nią w porządku, lecz coś mnie przed tym powstrzymywało, ale sam nie wiedziałem tak na prawdę co. Po chwili zauważyłem, że dziewczyna wstaję z miejsca i wyrzuca peta na ziemię. Nagle tuż obok niej przejechał spory, biały samochód, który przez sekundę zasłonił mi jej widok, lecz po krótkim momencie na nowo mogłem dostrzec szatynkę, która stała tym razem cała mokra od nadmiaru wody na jej ubraniach. No tak, przecież pada. Gdybym nie zwrócił na nią uwagi, pewnie dalej bym siedział nieświadomy, że sam również stopniowo pokrywam się coraz to większą ilością wody. Zachichotałem lekko, kiedy z jej ust wymsknął się jakiś krzyk i już definitywnie miałem podejść w jej stronę, kiedy ujrzałem, że przy jej boku znalazła się znienacka jakaś tajemnicza blondynka, której wcześniej nie widziałem. – Pewnie jakaś znajoma, na którą czekała – pomyślałem. I patrząc jeszcze ostatni raz na tajemniczą ciemnowłosą dziewczynę, odwróciłem się i skierowałem w stronę domu, który znajdował się w przeciwnym kierunku od miejsca postoju tejże piękności. I tak cały kolejny wieczór moje myśli były pochłonięte tylko jej osobą, choć jeszcze nie miałem pojęcia co to oznacza i nie wiem czy chciałem się dowiedzieć. 

 

 ***

  LTI.* - rodzaj/marka angielskich taksówek

Jest to najdłuższy rozdział jaki kiedykolwiek miałam przyjemność pisać. Zawsze jest tak, że kiedy zabieram się do pisania, za cholerę nie mam weny i wiem, że nic z tego nie będzie, ale po czasie jestem w takim transie, że nie wiem kiedy skończyć. Rozdział miał pojawić się wczoraj, ale zupełnie nie miałam czasu na napisanie go, więc jest dzisiaj. Postaram się dodawać kolejne w każdą niedzielę (najpóźniej). Zobaczymy jak mi to wyjdzie. Oczywiście bardzo wam dziękuje za wszystkie komentarze, wejścia i obserwujących. Na prawdę bardzo motywuję mnie to do dalszej pracy ! Chcę was ponownie zaprosić na zwiastun bloga, który zrobiłam o dziwo samiuteńka. Mam nadzieję, że w jakimś stopniu wam przestawi historię Sofii i Harry'go, którą mam w zamiarze stopniowo ujawniać. 

+ zmieniłam nazwę bloggerską z PAULIN JANXOXO [która była mało sensowna] na SOFIA STYLES - co bardzo mi się podoba :D

 

 

CZYTASZ=KOMENTUJESZ


Buzibuzi :*

12 komentarzy:

  1. Kooocham cię <3 Ten rozdział był taki zwykły, a taki wspaniały zarazem. Podziwiam cię z każdą linijką tekstu coraz bardziej. <3 Nie mogę się doczekać momentu, w którym oni w końcu się spotkają. Z bohaterką czuję jakąś dziwną więź, co mnie powoli przeraża. xD Czekam na więcej.. <3 Trzymaj się, weny i 'buzibuzi' : **

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham cię piszesz świetnie mam nadzieję że szybko pojawi się nowy rozdział ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepraszam, że z nowu anonima, ale to Google jest chore :D
    Tak jak mówiłam już wcześniej nie będzie mi zbytnio przeszkadzał fakt, że w jakimś tam stopniu Taylor Swift nie będzie tu kolorową postacią. Ale jej Louis pojechał! :P
    Było już tak blisko, blisko przed spotkaniem się Sofii i Harr'ego, że no, aż powinni się spotkać :D Może już niedługo..;)
    Co do tresći, to interesująca. Dużym plusem jest to, że pomimo tego, że narazie jest mało dialogów to i tak nie zanudzałaś opisami i myślami bohaterów. Nawet się z tego powodu cieszę, bo w tedy można się w daną osobę 'wczuć'. Ode mnie to tyle. Weny i do następngo ! ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawe. Zaintrygowałaś mnie. Masz dar do pisania.

    OdpowiedzUsuń
  5. aa podoba mi się :D Nie ma tego co jest w większości opowiadań, czyli szybkiej akcji tu wszystko powoli się rozkręca i to mi sie podoba :D Mam nadzieje że Zośka da sobie radę :D

    OdpowiedzUsuń
  6. No, mogę powiedzieć, że się uzależniłam od Twojego opowiadania. Piszesz świetnie. Nie mogę się doczekać NN, który właściwie kiedy będzie? ^^ Całuję <3

    OdpowiedzUsuń
  7. No hej :)
    Przepraszam, że dopiero teraz komentuje, ale nie miałam na to wcześniej czasu :p
    Wiesz nauka i wg.
    Rozdzial jest świetny!
    Harry już widział Zosię :)
    Jupi! :D
    Nawet nie wiesz jak się cieszę z tego, że Sofia ma gdzie przenocować.
    Bo co by było, gdyby nic nie znalazła i musiałaby spać w parku? :o
    Ktoś mógł by jej coś zrobić!
    Ten taksówkarz był świetny!
    Taki miły i wg. :)
    Czekam na kolejne :*

    Ściskam Kaja :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej słodziaku, rozdział jest zajebisty!!! Napisz 10 na http://wishmeyourself.blogspot.com/ PLEASE!! <3

    OdpowiedzUsuń
  9. No dosłownie tylko ja to potrafię: rozpisać się na milion wyrazów i przełączyć stronę. Och, zdecydowanie tylko ja jestem do tego zdolna. Więc od nowa...
    Jejku, jejku! Uwielbiam to opowiadanie <3 I to zdecydowanie je uwielbiam.
    Zośka ma szczęście. Najpierw taksówkarz okazuje się być tym dobrym, aż wreszcie pojawia się kolejna dobra dusza w postaci uroczej blondynki, która mam nadzieję taką dobrą pozostanie. Tak, tak. Wierzę w to ;d
    A Hazz... No biedne stworzonko z Taylor będzie się musiał użerać.
    Czekać niecierpliwie będę na kolejne rozdziały. Masz we mnie wierną fankę.
    [leave-me-torn]

    OdpowiedzUsuń
  10. bosko ! wpadne tu jeszcze ! czekam na next --> kiedy next? :)
    http://szmaragdowytalizman.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Przeczytałam i nie skomentowałam, a to ja paskudna ^^
    Tak w ogóle to to opowiadanie mi się bardzo podoba. Dopiero 2 rozdziały, a tu aż nie można się doczekać co dalej (;
    Dobra, może się nie spotkali teraz, ale widać, no normalnie widać jak nic, że to jest przeznaczenie! Cudnie :D

    OdpowiedzUsuń