4 lut 2014

37.Don't talk, don't say a thing cause your eyes they tell me more than your words.



“Love is needing someone. Love is putting up with someone's bad qualities
because they somehow complete you.”

                Kac. Jedyne co czułam po ostatniej nocy to ohydnie denerwujący ból głowy, Sahara w ustach i nieprzyjemne uczucie w brzuchu. Jeśli ja byłam w takim stanie, naprawdę nie chciałam wiedzieć co czuje leżąca obok blondynka, która doprowadziła się do stanu, w jakim jeszcze nigdy wcześniej jej nie widziałam. Oczywiście nie miałam jej tego za złe, wydaję mi się, że tego typu rozluźnienie należało się nam obu, ale czy rzeczywiście musiały być tego następujące skutki uboczne?
                Wzdychając cicho, obróciłam głowę w prawą stronę, gdzie na zegarku ujrzałam, iż dochodzi trzynasta w południe. Widać zaszalałyśmy za wszystkie czasy. W pewnym momencie usłyszałam głośny dzwonek mojego telefonu oraz głośny jęk Blake, która w momencie na swoją głowę położyła dużą poduszkę.
- Sofi! – powiedziała sennie, na co grzecznie przeprosiłam, i wychodząc wraz z telefonem z pokoju, zamknęłam cicho drzwi, aby nie przeszkadzać jej w dalszym leżakowaniu.
- Halo?
- Widziałaś gazety? – usłyszałam dziwnie przejęty głos Harry’ego, na co w momencie zmarszczyłam brwi.
- Nie. Dopiero wstałyśmy, a o co chodzi?
- No cóż, na pierwszej stornie jednych z wielu irlandzkich brukowców piszą, że oficjalnie nie jesteśmy już parą… - zrobiłam wielkie oczy i zdezorientowaną minę. Nie przypominam sobie, abym zrywała z lokowatym, ani tym bardziej, żeby on zrywał ze mną. Przynajmniej nic takiego nie miało miejsca wczorajszego wieczoru. Tak mi się wydaję.
- A skąd oni mają takie informacje?
- Nie mam pojęcia – westchnął. – Dlatego myślałem, że ty mi powiesz lub coś przeoczyłem. Ale słysząc twoją reakcję, ty też zbytnio nie masz pojęcia o co w tym chodzi? –
potrzebowałam krótkiej chwili na zastanowienie, a odpowiedź sama w sobie przyszła jak grom z jasnego nieba. Zakryłam dłonią usta, jęcząc przeciągle.
- Cholera…
- Coś się stało? – ponownie usłyszałam jego zatroskany głos.
- Wczoraj… Gdy wychodziłyśmy z klubu, Kathrin była całkowicie zalana, ledwo mogłam sobie z nią poradzić. Po chwili doszedł do nas jeden gościu, którego wydawało mi się, że skądś kojarzę, lecz później okazało się, że jednak się myliłam, ale tak naprawdę wcale się nie myliłam!
- Możesz jaśniej, skarbie?
- To był ten sam facet, który rozmawiał ze mną na premierze waszego filmu. Ten blondyn! Pamiętasz go?
- Mówisz o Josh’u? Świetny facet… - oh, mylisz się kolego.
- Wręcz przeciwnie! Nie mówiłam ci o tym, bo nie chciałam robić problemu, ale gdy byłam z nim sam na sam, w końcu zaczął zadawać zbyt chamskie pytania, a gdy się pojawiłeś, znów udawał niezmiernie grzecznego dżentelmena –złość kumulowała się we mnie coraz bardziej, przypominając sobie tamtą sytuację.
- Czemu nie powiedziałaś mi tego wcześniej!? –ton jego głosu się podniósł, na co wywróciłam oczami.
- Właśnie ci odpowiedziałam, dlaczego nic nie wspominałam. Słuchasz mnie w ogóle?
- Co konkretnie ci mówił? – westchnęłam ociężale, bowiem od początku nie chciałam robić z tego jakiejś większej afery, bo w końcu kim byłam, aby komplikować życie mojego chłopaka?
- Najpierw zapytał o pozowanie do reklamy, a później o to, czy nie jesteś zły, że zhańbiłam twoją karierę – zapadła chwila ciszy, a ja znałam Harry’ego chwilami bardziej niż on znał siebie, dlatego miałam teraz świadomość, że z coraz to kolejną sekundą wybucha jeszcze bardziej.
- Sofii! – jęknął z wyrzutem. – Cholera, o takich rzeczach trzeba mówić od razu! Sprowadziłbym go do porządku, albo wytwórnia zajęłaby się jego posadą i zapewne dłużej by w niej nie posiedział.
- Właśnie o to mi chodzi. Nie chcę, aby ktoś tracił pracę tylko przez to, że nie zadawał mi komfortowych pytań. Nie mogłam wyliczać paluszkiem na co chcę odpowiedzieć, a na co nie.
- I jak teraz czujesz się z tym, że ten typek dalej robi swoje i coraz bardziej miesza w naszym życiu? – przełknęłam ślinę, a smutnym wzrokiem wpatrywałam się w pustą ścianę.
- Źle… Ale to przecież nieuniknione, prawda? Wiem na co się pisałam, Harry.
- Ja też to wiem, ale nie pozwolę, aby ktokolwiek zadawał ci tak niestosowne i pozbawione jakiejkolwiek kultury pytania. Mam nadzieję, że nie odpowiedziałaś?
- Nie… Wtedy się pojawiłeś i nie miałam nawet na to szansy.
- Dobrze… - powiedział już bardziej spokojnym tonem. – Ale, chwila. Skoro od rana huczy o nas w gazetach, co zapewne jest sprawką tego dupka, musiałaś mu coś powiedzieć, prawda? – zrobiłam zniesmaczoną minę i pogładziłam czoło ręką ze zbyt dużej ilości zażenowania i własnej głupoty.
- Pytał co było powodem naszego świętowania, więc powiedziałam mu tak jakby, że…
- Że? Sofi, co powiedziałaś?
- Że rozstałam się z chłopakiem, okej? Nie wiem czemu tak powiedziałam, ale nie miałam na myśli, że rozstaliśmy się ot tak, tylko że nastąpiła rozłąka na jakiś czas, byłam smutna, więc musiałyśmy sobie umilić z przyjaciółką samotne chwile, a później nie chciało już mi się tego prostować, bo w końcu był mi obcy i…
- Dobrze, już spokojnie –uciszał mnie łagodnym głosem, gdy można powiedzieć, iż byłam na skraju załamania nerwowego. Nie wiem czy istniała na świecie większa naiwniaczka ode mnie. – Trudno, stało się. Zaraz sprostuje to na twitterze, że zapodają stek bzdur i sprawa zostanie zakończona.
- Nie jesteś zły?
- Nie… Nie jestem zły – telepatycznie poczułam, iż uśmiecha się po drugiej stronie. – Na drugi raz nie rozmawiaj o takich rzeczach z obcymi, a wszyscy będą szczęśliwi.
- Dobrze mamo – zaśmiałam się, na co powtórzył mój gest. Miło było usłyszeć po raz kolejny jego ciepły chichot, bo to właśnie jego chyba najbardziej mi brakowało.
- Postaram się szybko załatwić tą sprawę, a ty się o nic nie martw.
- Przepraszam, naprawdę nie chciałam cię załadowywać kolejną robotą.
- To nie twoja wina. Po prostu na świecie istnieje wielu parszywców, którzy tylko czyhają na nasze przewinienie – niezauważalnie dla niego pokiwałam twierdząco głową, zdając sobie sprawę z tej przykrej prawy. – A jak się ma Kathrin?
- Źle. Była pijana w umór, więc w sumie nasz miły przyjaciel na coś się przydał.
- Chociaż tyle. Inaczej skopałbym mu tyłek –zachichotałam, na co sprostował swoje słowa. – Czy tak czy tak, i tak mu skopię.
- Nie toleruję przemocy.
- W takim razie będziesz musiała zacząć.


                Ostatnie dwa miesiące z jednej strony ciągnęły się w nieskończoność, lecz z drugiej sama nie miałam pojęcia kiedy ten czas miałam za sobą. Zapewne wszystko przez pracę i to, że w każdy sposób próbowałam zająć się czymkolwiek, aby mieć ręce pełne roboty, i nie myśleć o tym, że mój chłopak jest tysiące kilometrów z dala ode mnie. Prawdą było, że nawet nie było to tak trudne jak mogło się wydawać. Zazwyczaj po prostu brałam dwie zmiany w kawiarni u Pana Stevenson’a, a po powrocie do domu byłam na tyle zmęczona, że najprościej w świecie kładłam się do łóżka i wstawałam z niego rano, by na nowo rozpocząć dzień harówy. Wbrew pozorom nie narzekałam, a na moim koncie pojawiło się znacznie więcej pieniędzy niż dotychczas, dlatego znalazły się również godne tego plusy. Największym zaskoczeniem ostatnich czasów było dla mnie to, że Zayn przyleciał do Londynu niecałe trzy tygodnie przed końcem trasy koncertowej, w pretekście, iż pilnie musi odwiedzić rodzinę. Fakt ten oczywiście nie był dla nas, tylko raczej dla prasy. W prawdziwej sytuacji, po prostu wpadł, aby w końcu zobaczyć Kathrin. Moje serce wrzało z radości na owy gest, bowiem szczerze powiedziawszy sama im się nie dziwiłam, skoro ich rozłąka trwała ponad pięć miesięcy. Najpiękniejsze było to, iż różnica czasu nie zrobiła na nich większego wrażenia, a gdy w końcu się zobaczyli, nie mogli odstąpić się nawet na jeden krok. To był chyba jeden z najcudowniejszych gestów zadanych przez chłopaka, jakie kiedykolwiek miałam możliwość zobaczyć.
                Poza wszystkimi dobrymi aspektami ostatnich dwóch miesięcy, niepokoił mnie jednak jeden z nich. Możliwe, że miałam urojenia lub byłam po prostu zbyt przewrażliwiona. Ewentualnie w najgorszym wypadku było to prawdą, ale od jakiegoś czasu miałam wrażenie, iż ktoś śledzi każdy mój ruch. Wieczorami, gdy wychodziłam z pracy, czułam na swoich plecach twardy wzrok, a nawet słyszałam dziwne szmery i odgłosy chodu, lecz gdy odwracałam się za siebie, nie zdołałam dostrzec nikogo innego poza pełzającymi po asfalcie mrówkami. Zazwyczaj po prostu tłumaczyłam sobie owe fakty zwyczajnym przemęczeniem, bo w końcu i tak zdecydowanie było to dla mnie łatwiejsze do przeżycia niż to, że moje przypuszczenia mogły okazać się prawdą.
                Już niebawem miałam zobaczyć Harry’ego i jedynie ta myśl trzymała mnie jeszcze przy dobrym samopoczuciu i wykwintnym humorze. Od samego rana uśmiechałam się jak idiotka do każdego mijającego mnie przechodniego, i chyba nie zdawałam sobie sprawy, jak głupio muszę przy tym wyglądać.
- Kiedy zjawia się twój ukochany? – doszedł mnie głos Amandy, gdy o dwudziestej pierwszej zamykałyśmy kawiarenkę.
- Jutro rano – szeroki uśmiech po raz kolejny wdarł się na moją twarz, na co zareagowała chichotem.
- Czyli skończy się moja laba? Można powiedzieć, że przez ostatnie dwa tygodnie harowałaś za nas dwie.
- Nie przesadzaj. Po prostu chciałam coś robić, żeby nie myśleć o tym wszystkim. Nie musisz dziękować – mrugnęłam do niej okiem, po chwili przytulając na pożegnanie.
- Do poniedziałku marzycielko – odparła na odchodne,
na co prychnęłam z rozbawieniem. Każdego wieczora żałowałam, że nie posiadam jeszcze własnego samochodu. Co prawda miałam prawo jazdy, które zrobiłam w Polsce, ale bałam się, że zbyt szybko nie przystosuje się do jazdy, gdzie kierownica jednak znajdowała się po prawej stronie. Latem nie było jednak najgorzej. Nocne spacery zawsze odświeżały mój umysł, przez co mogłam spać spokojnie. W pewnym momencie zadzwoniła moja komórka, a na wyświetlaczu ujrzałam numer Kathrin.
- Gdzie jesteś?
- Właśnie skończyłam pracę, kieruję się do domu królowo – zaśmiałam się, przechodząc przez codziennie widywany park. – Zrobiłaś coś dobrego do jedzenia?
- Nie… A miałam?
- No nie wiem. Byłoby miło w końcu zjeść coś innego niż pizza.
- No cóż, w takim razie zamówimy hamburgery.
- Jesteś niemożliwa. Co dzisiaj robiłaś?  – zapytałam, gdy po chwili po raz kolejną noc z rzędu usłyszałam, iż ktoś za mną idzie. Jak zwykle przestraszona i lekko schizowana, zaczęłam rozglądać się po każdej możliwej stronie, ale nie było mi dane zobaczyć ani jednej żywej duszy.
- Później pomalowałam paznokcie, oglądałam najbardziej denny serial jaki może istnieć na całej kuli ziemskiej i wciąż czekam na ciebie z niecierpliwością – przyznając się bez bicia, w tym momencie nie byłam zainteresowana monologiem Blake, lecz tym, iż w egipskich ciemnościach, jakimś cudem dostrzegłam wysoką postać, która stała za dębowym drzewem.
Przestraszyłam się nie na żarty, a przez chwilę czułam, że wszystkie wnętrzności próbują wydostać się z mojego organizmu. Nie czułam się jak w horrorze. To było zdecydowanie gorsze.
- Słuchasz mnie w ogóle?
- Tak – przyspieszyłam tempa, nie odwracając się ponownie w tył. – Kathrin, słuchaj. Będę w domu za pięć minut. Jeśli nie zjawię się za maksymalnie dziesięć, dzwoń po policję.
- Co? Sofi, co ty gadasz? Wiem, że cieszysz się, bo Harry jutro przyjeżdża, ale twoje żarty nie robią na mnie wrażenia.
- Będę za pięć minut – powiedziałam na odchodne, i puściłam się do biegu. Nie miałam pojęcia, że po tak długim okresie nie uprawiania jakiegokolwiek sportu, moje nogi miały tak bardzo przyspieszone tempo. Może rzeczywiście naoglądałam się zbyt dużo filmów kryminalnych, ale tego typu rzeczy, chyba nie powinny się dziać na co dzień. Po chwili znajdowałam się w dobrze znanej alejki domów, i sprintem podbiegłam do jednego z nich, który zamieszkiwałam wraz z Kathrin. Migiem odnalazłam pęk kluczy i nie obracając się wciąż za siebie, weszłam do środka ciężko dysząc.


- Przebiegłaś maraton, czy jak? – usłyszałam chrypkowaty głos, który rozpoczął u mnie o wiele większe przyspieszenie serca, niż odprawiane parę minut temu biegackie zawody.
Odwróciłam się od drzwi, a na mojej twarzy momentalnie pojawił się ciepły uśmiech. Zakryłam dłonią usta, aby nie wydobyć z siebie głośnego jęku, bowiem mokre od łez oczy i tak już były wyraźnym dowodem mojego wzruszenia. Podbiegłam szybko do chłopaka, dosłownie rzucając mu się na szyję i tuląc w jego umięśnione ciało.
- Co ty tu robisz?
- No cóż… Ciebie też miło widzieć –zaśmiał się cicho, na co odsunęłam się, by dokładniej mu się przyjrzeć.
- Przyjechaliście wcześniej, niż planowaliście?
- Nie… Od samego początku planowaliśmy przyjechać dziś wieczorem, po prostu ty o tym nie wiedziałaś – ułożył dłonie na moich rozgrzanych policzkach, i musnął ustami zwilżone wargi.
- Tak strasznie za tobą tęskniłam.
- Widzę. Biegłaś chyba szybciej niż kiedykolwiek wcześniej – odparł, na co zrobiłam lekko przerażoną minę. Na pewno nie zepsuje nam tego wieczoru moimi przedziwnie wstrząsającymi wydarzeniami.
- Ja… - zachwiałam się we własnych słowach, nie będąc pewna co dokładnie mam powiedzieć. – Czasem uprawiam jogging po pracy. Wiesz, po prostu żeby utrzymać formę – usatysfakcjonowana i w pełni zadowolona z mojej niezwykle porąbanej wymówki, uśmiechnęłam się pewnie, udając, że jego dziwna mina nie robi na mnie wrażenia.
- Okej… W takim razie mam nadzieję, że wystarczy ci na dzisiaj o wiele więcej energii – nie czekając dłużej wziął mnie na ręce, bym swobodnie mogła zapleść nogi wokół jego bioder. Pocałunek stawał się
coraz bardziej zachłanny i namiętny, a ja ze śmiałością mogłam przyznać, jak bardzo za tym tęskniłam. Bez zbędnych słów pozbyłam się jego koszuli, gdy nagle coś przykuło moją uwagę. Z salonu wydobywały się ciche piski, i na nowo wielka gula uwięzła w moim gardle. Może powinnam się leczyć?
- Harry, słyszysz to? – odciągnęłam się od niego, by lepiej słyszeć dźwięk.
- Co?
- Jakieś dziwne odgłosy.
- O matko – postawił mnie na ziemi, po chwili wybuchając śmiechem. – Przypomnij mi, że nie nadaję się na dobrego właściciela.
- O czym ty mówisz? – zapytałam, patrząc na niego zdezorientowanym wzrokiem, gdy szedł do salonu.
- Otóż… Tak się stało, że ostatnio miałem również koncert w Szwajcarii, a z dobrego źródła słyszałem, że mają tam rasę psów, o których moja dziewczyna wręcz marzy całe życie – moje oczy były wielkości największych moment jakie istnieją na całym globie, a uśmiech stawał się coraz szerszy. – Postanowiłem więc zakupić jednego z tych malców. Myślisz, że jej się spodoba? – podszedł do niedużej klatki, z której po chwili wybiegła mała, biała kuleczka z ciemnymi jak
węgiel oczkami.
- Mój Boże, Harry! – pisnęłam z zachwytu niczym mała dziewczynka, która właśnie dostała upragnione zwierzątko. Można powiedzieć, że taka właśnie była sytuacja, tyle, że ja byłam już raczej większą dziewczynką, i zdecydowanie bardziej podekscytowaną niż ktokolwiek inny. – To jest… Najpiękniejszy prezent jaki mogłam kiedykolwiek dostać – przytuliłam go tak mocno, iż wątpiłam, że daję radę jakoś oddychać, po czym w szybkim tempie podeszłam do szczeniaczka.
- Jak go nazwiesz? – zapytał równie zadowolony co ja. Chociaż nie. Nie dało się być bardziej zadowolonym ode mnie.
- Hmmm, nie wiem – wzięłam na ręce tą najśliczniejszą istotkę, jaką miałam kiedykolwiek okazję zobaczyć. – Może whity?
- Whity? – wybuchł śmiechem.
- No co? Przynajmniej adekwatne do koloru jego sierści.
- Jej – poprawił mnie chłopak, co jeszcze bardziej mnie zadowoliło.
- Cudownie! A więc whity? – uśmiechnęłam się do niego zalotnie, na co rozbawiony wywrócił oczami.
- Niech będzie whity.
- W takim razie… - przegryzłam dolną wargę. –Whity teraz pójdzie się pobawić, bo jego właścicielka koniecznie musi złożyć wykwintne podziękowania swojego mężczyźnie – podeszłam do niego, kładąc dłonie na opalonym karku.
- Ta część zdecydowanie bardziej mi się podoba – odparł, na co musnęłam jego zaróżowiałe usta. W tym momencie mogłam zapomnieć o jakimkolwiek dzisiejszym złu, by w nagrodę dostać całkowicie niezastąpione dobro.

*Whity – białasek – coś w ten deseń.

***

WITAJCIE SKARBY MOJE NAJUKOCHAŃSZE!
Jak wam się podoba rozdział? Czy spodziewaliście się takiego ciągu wydarzeń? I kim jest osoba, która tak oparła się na biedną Sofi? Nie martwcie się, dowiecie się później.
Niezmiernie mi smutno, że do końca tej części pozostały jedynie trzy rozdziału.
LIP to moje najdroższe dziecko i nie wyobrażam sobie życia bez niego.
Liczę na wasze opinie i doznania po rozdziale.
+ czy ten piesek nie jest najcudowniejszym stworzeniem świata?

KOCHAM!

15 komentarzy:

  1. Rozdział boski jak zawsze! Trochę smutno, że zbliżamy się do końca, ale wszystko co dobre się kończy..
    Pozdrawiam i Życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nic się nie kończy ;) przecież jest w planach jeszcze 2 część.

      Usuń
  2. kurcze,jak to czytałam to się bałam.czekam na szybki next

    OdpowiedzUsuń
  3. CUDOWNY ROZDZIAŁ *o* Normalnie taki aww... Ciekawi mnie kto ją śledzi.
    I zgadzam się z tobą, że ten piesek jest śliczny, cudowny i w ogóle XD
    Czekam oczywiście na następny rozdział
    Agan :*

    OdpowiedzUsuń
  4. OMG CUDOWNY rozdzial *__*
    MUSI MUSI MUSI I MUSI BYC CZ 2!
    KOCHAM TO OPOWIADANIE!!! <333

    Tak ten piesek jest cudny. :)
    @KissMeAgainBabe

    PS Nie przezyje bez 2 czesci! :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeju, tak świetnie piszesz, że naprawdę się bałam o naszą Sofi. Ciekawe kim jest ten facet... A ten piesek jest wręcz cudowny *.* Pozdrawiam, Weronika :) xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Cześć ;) Twój blog został wytypowany do "Coś do poczytania..." Więcej informacji tutaj: http://ihateyouharry.blogspot.com/p/blog-page_18.html
    Zapraszam również do Listy Polish Directioners: http://ihateyouharry.blogspot.com/p/spis-polish-directioners.html Niech wszyscy wiedzą, że jesteś Directionerką!! :* Pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No więc tak, musisz skomentować 2 rozdziały mojego FF, następnie zapisujesz się na moim blogu do "Listy Polish Directioners", a później pod stroną "Coś do poczytania...", zostawiasz komentarz z adresem swojego bloga oraz dopiskiem, który z chłopaków jest jego głównym bohaterem :) Musisz wybrać MAKSYMALNIE DWIE kategorie do których zalicza się Twój blog (tzn. romans, thiller itp.) Wszystkie osoby odwiedzające mojego bloga zobaczą odnośnik do Twojego FF, no i zyskasz więcej czytelników ^^ Pozdrawiam :3

      Usuń
  7. kurde, fajny jest! ahh ten Harry ♥ i boje się troche o nią...

    OdpowiedzUsuń
  8. jeeejciu cudowny ! cudowny rodział piesek oni awwww <3 cudowna niespodzianka! a ten co ją śledzi... jak spotkam to zabije :D

    OdpowiedzUsuń
  9. O boże, rozdział jest genialnyyyy! *-* Tylko ten gościu mnie przeraża ;-; Szczerze? Ja na miejscu Sophi bym się już zesrała ze strachu <3 Tak więc cholernie ją podziwiam! No i jeszcze ten piesek! Ksodgdndodbxdi! *______* Boże, taka malutka kuleczka *-* Zdycham *-* I jeszcze te oczka! Boże święty, kup mi takiego aniołka do domu! D: Chcę go, chcę go, chcę go! Uhm .. Ale wiesz .. Raczej obejdzie się bez takich podziękowań (Sophi+Harry, if U know what i mean xD), co nie? xD Wystarczy samo 'dziękuję? Haha :D Dobra, ja się już lepiej zamknę xD

    Czekam na NN ;* Weenyyy <33333333333

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny jak zwykle , czekam na dalszą część !!!!!/ Rysia

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak ja kocham tę historię *^* Nawet sobie tego nie wyobrażasz xD Myślałam, ze Harry trochę się wkurzy z tym incydentem z gazetą ale zaskoczył mnie w pozytywny sposób :D To było takie słodkie, że lekko naciągną rzeczywistość aby zrobić jej niespodziankę z "wczesniejszym" powrotem ^^ I do tego ta słodka psinka♥
    Pozdrawiam i życzę weny♥

    OdpowiedzUsuń
  12. Gratuluję! Zostałaś nominowana do Liebster Award! Więcej informacji tutaj----> http://midnight-memories-fan-fiction.blogspot.com/2014/02/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń